Pojechałam na rekolekcje zła, umęczona obowiązkami domowymi i w stanie grzechu ciężkiego, mimo iż 3 dni z rzędu przyjeżdżałam (przed wyjazdem) do kościoła chcąc się wyspowiadać, ale nie było mi dane przystąpić do sakramentu pokuty i pojednania.
Gdy jechałam na rekolekcje, gorąco prosiłam Pana Jezusa o łaskę spowiedzi. I taką łaskę otrzymałam zaraz po przyjeździe w Kolegiacie.
Miałam tak ogromne pragnienie bycia w bliskości z Jezusem Eucharystycznym, że 2 razy dziennie chodziłam na Mszę świętą. Jedną w Sanktuarium i na wspólnotową w kaplicy klasztornej.
Pan Bóg w czasie tych rekolekcji uczynił dla mnie wiele łask, codziennie inne, a jedną z nich była radość serca i uczucie uwolnienia od ciężkiego – “kamienia grzechu”, który zostawiłam na Kalwarii.
Codziennie chodziłam do kaplicy na Mszę św. z krzyżem franciszkańskim z Asyżu, który zakupiłam i myślałam, że Ksiądz nasz go pobłogosławi.
To trwało kilka dni i te kilka dni było potrzebne bym ten krzyż nosiła ze sobą, bym wpatrywała się w niego i mówiła szeptem: ,,Światłem niech mi będzie Krzyż Święty, a nie smok przeklęty,,.
Ten mały krzyż – teraz codziennie na niego patrzę, dodawał mi sił, zabierał smutek, odradzał miłość.
Pan Bóg najbardziej zaskoczył mnie w czasie tych rekolekcji, gdy ks. Damian opowiedział o Krzyżu z San Damiano i wyjaśnił kolory i symbolikę- otworzyły się mi oczy na to, jak Jezus Zmartwychwstały patrzy z krzyża na mnie otwartymi oczami i jak otwiera ramiona by mnie objąć i przytulić. Przytula mnie codziennie, nawet, gdy idę w przeciwną stronę. Zatrzymuje się przy mnie i daje mi Siebie odnaleźć.
Napisałam to, bo Pan chce uczynić to też i w Twoim życiu, On chce też i Ciebie przytulić do miłosiernego Serca.
BP
😇🙏🌹😘❤️

