Krąg Biblijny Parafii pw. Chrystusa Odkupiciela i NMP Matki Kościoła w Świdniku

Błogosławieństwa a postanowienia

postanowienia

postanowieniaZnalazłam ciekawe przemyślenia dotyczące błogosławieństw, pochodzące z blogu jednego z kapłanów:

http://xandrzejblog.emaus.czest.pl/

Cytuję tylko fragment, który mnie poruszył  “Czasem po dobrej spowiedzi mam pełną głowę pobożnych obietnic, cieszę się nimi i pokładam w nich nadzieję na powstanie we mnie nowego człowieka.

Ale wystarczy jeden upadek, jedno ześlizgnięcie się z drogi postanowienia i czuję się jeszcze bardziej poraniony, bardziej zawiedziony niż wtedy gdy nic sobie nie obiecywałem. Czy to znaczy, że mam nie składać obietnic, nie postanawiać sobie żadnej zmiany czy poprawy? Skoro znowu ci się nie udało to daj sobie spokój, przestań się wysilać i mieć ambitne plany na siebie – to taki dziwny skutek postanowień, które ranią. Szukałem dziś rady na to, żeby siebie nie ranić postanowieniami. W notatkach z jakiś rekolekcji znalazłem podpowiedź, aby poszukać rozwiązania w ośmiu błogosławieństwach Jezusa. Wszystkie one przypominają mi najpierw, że będę szczęśliwy kiedy będę ubogi w duchu, gdy poczuję się u Boga na garnuszku, tak całkowicie od Niego zależny. Często postanowienia są moje a nie Jezusa, często to ja sam wierzę w swoje siły i w swoją moc naprawiania siebie i świata. I właśnie wtedy czuję się poraniony, bo miało być tak dobrze, a przyszła klęska.

Błogosławieni ubodzy w duchu, a więc ci, którzy znają swoją słabość a moc przemiany czerpią od Boga. Postanowienia mnie ranią wtedy gdy zakładam swoją siłę, gdy w sobie szukam mocy ich spełnienia. Bycie ubogim w duchu nigdy nie prowadzi mnie do zranienia, bo od samego początku nie czuję się mocny, a każdy sukces jest źródłem uwielbienia Boga za Jego moc w moich słabościach. Ubóstwo w duchu, choć też każe mi podejmować postanowienia, jednocześnie przygotowuje mnie do przyjęcia słabości, do tego, żeby nie srożyć się pychą i skutecznością, ale całkowicie oddać w ręce Pana bieg każdego wydarzenia i wszelkich okoliczności.

Błogosławieni, którzy się smucą – którzy zanim rozradują się wizją zwycięstwa odkryją swoje braki, zasmucą się sobą. Ranią mnie te postanowienia, w których nie ma prawdy o moich brakach, a jest w nich dużo udawanego zadowolenia. Zamiast zacząć od łez a skończyć na śmiechu – zaczynam od radości a kończę na klęsce.

Błogosławieni cisi – a ja chcę krzyczeć o swoich planach, deklarować natychmiastową przemianę, proklamować z góry osiągnięty sukces. A kiedy za tym krzykiem nie przychodzą żadne efekty zostaję poraniony przez puste deklaracje, zawstydzony tym, że tyle było słów przed uczynkami. Gdybym był cichy i w ciszy dał się prowadzić Bogu, nie byłoby żadnego zbędnego słowa, nie byłoby żadnych niespełnionych deklaracji.

Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości – Pan nie pozwoli mi nigdy spełnić takich postanowień, które nie są pragnieniem sprawiedliwości, które nie łakną jakiegoś wspólnego dobra, ale koncentrują się na tym, żeby dla mnie było najwięcej, najlepiej, najwygodniej. Czy wszystkie moje postanowienia są podejmowane z myślą o sprawiedliwości? Jeśli nie, to muszą mnie zranić.

Błogosławieni miłosierni – Muszę być miłosierny w obliczu moich postanowień, nawet jeśli ich nie wypełnię, nie mogę przestać kochać, ani siebie, ani bliźnich, bo miłosierdzie, to kochanie pomimo zranień. Nawet jeśli wiele będzie postanowień, które będą mnie ranić nie przestanę kochać, szukać i na nowo postanawiać.

Błogosławieni czystego serca – Czyste serce to najważniejszy warunek spełniania się dobrych postanowień. Upadam nieustannie i nieustannie nie dopełniam postanowień właśnie dlatego, że nie mam czystego serca. Ten kto ma czyste serce nie ma takich postanowień, które ranią.

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój – a ja bym chciał swoimi postanowieniami zburzyć wszystko, przeprowadzić natychmiast rewolucję w duszy. A Bóg mówi mi: “spokojnie, zachowaj pokój, bo inaczej poranisz się walką!”

Błogosławieni, którzy cierpią prześladowania dla sprawiedliwości – Postanowienia mnie ranią, bo chciałbym, żeby spełniały się bezboleśnie, żebym powiedział tylko słowo, wymówił życzenie i żeby się stało. A może jest odwrotnie? Może właśnie postanowienia są po to, żeby czasem nas prześladowały, żeby nas niekiedy nawet poraniły – a wszystko to dla sprawiedliwości.

Błogosławieni gdy ludzie wam urągają i prześladują was i gdy z mego powodu mówią kłamliwie o was – Warto czasem przyjrzeć się postanowieniom, czy są bardziej dla Boga, czy dla ludzi. Postanowienia nas czasem ranią przede wszystkim dlatego, że mieliśmy tak pięknie wypaść przed ludźmi, a oni zamiast nas podziwiać urągają nam. Niespełnione postanowienia bolą nas najczęściej z powodu wstydu przed ludźmi, a nie przed Bogiem. Muszę bardziej słuchać Boga w swoich postanowieniach niż bać się o nie ze względu na opinie ludzi.”

Dodaj komentarz